poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Znowu Msza Krzyżma
Katedra - pełna ludzi WSZYSTKICH ras i wielu języków. Tylu diakonów i kapłanów ponoć jeszcze nie było na Mszy Krzyżma. SETKI!!! Bardzo wielu nowych księży z Azji (Indie, Flilipiny, Korea). Wielu nowych Franciszkanów Odnowy, Kapucynów, Karmelitów, przedstawicieli nowych, nieznanych mi zgromadzeń.
Archidiecezja Newarska może cieszyć się wieloma powołaniami, bo też ma dobrego Pasterza, J.E. Ks. Abp. John'a J. Myers'a, który mimo utrudzenia - posługę swą spełnia z wielką troską o powierzony mu Kościół.
Wielki Tydzień oficjalnie uważam za rozpoczęty.
Zmarł O. Florian
O. Florian był dla mnie wzorem, choć wtedy - niezrozumiałym. Dzisiaj wciąż nie wiem, co w nim najbardziej mi się podobało, co najbardziej mnie inspirowało.
Podejrzewam, że chodziło o... tzw. świątobliwość, swoistą niewinność, przejrzystość i jednocześnie aurę swoiście rozumianej doskonałości w miłości.
Panu Bogu niech będą dzięki za Ojca Floriana, który swą bezpretensjonalną, pokorną wielkością pociągnął do "wyższych rzeczy" tak wiele osób.
sobota, 2 kwietnia 2011
Po obejrzeniu Pasji
niedziela, 16 listopada 2008
Jesieni nie było, czyli święta tuż tuż
Od paru dni w wielu stacjach radiowych w USA rządzą już świąteczne klimaty. W miastach są ustawione świąteczne dekoracje. W New Jersey już ścięto choinkę, która ma stanąć na Times Square. Na autostradzie widziałem dzisiaj obczepione świecidełkami wielkie amerykańskie ciężarówki...
Tiaaa... W sklepach pierwsze "mega"promocje. Np w 2 telewizory LCD 46-calowe za jedyne $1999, 42-calowy - $799, 32-calowy - $399... 56-calowy DLP za jedyne $999...
Tanieje większość rzeczy. Dzisiaj benzyna po $1.84 - czyli po 1.45 zł za litr mniej więcej. Na drogi wytoczyły się Hummery, stare krążowniki i inne rakiety typu Corvette, Mustang, Viper.
W TV pierwsze "mikołajki". Pierwsze świąteczne jingle, pierwsze wypełniacze ze śniegiem.
Tylko jakoś w tym całym świątecznym nastroju zapomina się o Gospodarzu świąt. Pewnie gdzieś poszedł wystawy sklepowe oglądać...
sobota, 20 września 2008
Zmarł mój Tatuś - Marian
Najbardziej brakuje mi Jego pogody ducha, jego uśmiechu, jego niekończących się opowieści z życia, jego muzyki, przy której odpoczywał w sypialni. Bardzo o nas dbał. Starał się zapewnić nam godne życie, by nam niczego nie brakowało. Pamiętam, jak wtedy, gdy bardzo ciężko mi - przyjechał nocą i pocieszał mnie, przywiózł lekarstwa, piecyk do ogrzania celi klasztornej... Pamiętam, jak bardzo ofiarnie czuwał przy Mamie, gdy leżała chora w szpitalu przez wiele tygodni. Pamiętam, jak zabierał nas na wycieczki niedzielne starym Zaporożcem. Był dla nas wszystkim. Najlepszym Ojcem. Wychowywał nas z Mamą na ludzi godnych i prawych. Wierzę, że przez swoje życie przeszedł najlepiej, jak potrafił. Wierzę, że przez cierpienie Pan Bóg przygotował Go do przyjścia do Domu w Niebie. Modlę się za Niego, choć wiem, że jest przy mnie i mnie dalej kocha. Ja Jego też.
wtorek, 3 czerwca 2008
Spotkanie po latach
czwartek, 20 marca 2008
Po Liturgii Wielkiego Czwartku (Wallington)
uroczyście wniesiono w procesji
wtorek, 2 października 2007
W służbie JKM
Dzisiaj odsypiam miniony tydzień. Zrobiłem przecież samochodem ok. 5000 km. (oczywiście nie sam - jechaliśmy we dwóch z br. Markiem). Mało spania, duuuuże zmęczenie i stres przed wyjazdem do Anglii zrobiły swoje. Dzisiaj w nocy spałem jak dzidziuś. Zresztą w dzień również ;-)
To na razie tyle zwierzeń. Wkrótce, mam nadzieję, pojawią się następne. Pozdrawiam! Z Bogiem
piątek, 19 stycznia 2007
Pani Aleksandra
Nie wiem, jak to się stało, że zamieszkała u nas. Ale pamiętam ją od zawsze. Krzątała się po domu, gdy Rodzice byli w pracy. Gotowała posiłki, sprzątała i pilnowała mnie i Rodzeństwo.
Pamiętam już jak przez mgłę parę ważnych wydarzeń, które czasem wracają do mnie we śnie, we wspomnieniach. Otóż Pani zabierała mnie na sąsiednią ulicę pod figurkę Matki Bożej ustawioną na brzegu jednego z podwórek. Tam uczyła mnie różnych nowych modlitw (dzisiaj już nie pamiętam, jakich). Tam też "wymadlała dla mnie" cukierki - nagle z nieba zaczęły frunąć jak jesienne listki pyszne iryski. Wtedy po prostu myślałem, że to Matka Boża rzuca mi pod nogi słodycze. Ale dzisiaj domyślam się, że to właśnie Pani rzucała je, bo w swej pokorze wszystko, co robiła, wszelkie dobro przypisywała Panu Bogu lub Matce Bożej.
Pamiętam jak czasem Pani czytała mi książkę - "Karnawał Dziadowski". Nie wiem, skąd ta książka się znalazła w domu, ale choć kompletnie nic z niej nie rozumiałem, bez niej nie potrafiłem zasnąć.
Pamiętam, jak płakałem, gdy wyjeżdżała do swojego domu rodzinnego na stałe. Potem spotkałem ją na moich pierwszych ślubach zakonnych. I to był ostatni raz, kiedy ją widziałem. Parę lat temu na zawsze odeszła po Wieczną Nagrodę.
Dzisiaj wiem, że jej obecność w dzieciństwie to był Boży dopust, abym teraz, jako kapłan, miał obraz Boga obłaskawiającego mnie skarbami ("cukierkami"), dobrego, wspaniałomyślnego, skorego do przebaczenia.
Wieczny odpoczynek racz jej dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj jej świeci. Niech odpoczywa w pokoju. Amen.
Idziemy razem,
Ona trzyma rękę
Na moim "teraz"
By żadne "kiedyś"
Co było lub będzie
Mi nie szkodziło.
Spojrzała wkoło
Tam, gdzie moje oczy
Nic nie widziały
Bo byłem mały.
Przeprowadziła
Na drugą stronę
Drogi ruchliwej
Pełnej samochodów.
Przed Jej figurką
Uzyskała zgodę
Na pocieszenie
Mnie zapłakanego.
Ręką rozdarła niebo
Aż się rozpadał
Deszcz słodkich gwiazdek.
I tłumaczyła się wytrwale:
To nie ja! Gdzieżbym śmiała!
